Connect with us

Małżeństwo i Relacje

Pokochaj swą kobiecość, wyraź się w pełni. Masz moc!

Zamiast krytykować, oceniać i obniżać energię innych kobiet – wzmacniaj je, bo każda z nich to przejaw również Twojej kobiecości. Wzmacniaj je, bo dzięki temu przyciągasz też jeszcze więcej tych pozytywnych aspektów do Twojego życia.

Opublikowano

on

Pokochaj swą kobiecość, wyraź się w pełni. Masz moc!

Kobieto,  ruszamy w podróż do odkrycia swojej kobiecości!

Zaakceptuj swoją mroczną stronę

Od najmłodszych lat wpajano nam, że dziewczynki muszą być grzeczne. Ba, nawet siedzieć miałyśmy grzecznie! Oczywiście naszą domeną jest przestrzeń serca. To jednak nie znaczy, że waleczność, odwaga czy przebojowość nie są kobiece. A co z boginiami takimi jak Walkirie, Artemida i Kali? One też są częścią Twojej kobiecości. Kali bezwzględnie niszczy demony i zło,  jednocześnie czysta,  współczująca miłość umie ją powstrzymać przed szałem niszczenia. Oczyszcza i wprowadza nowy porządek, jednak nie jest to łatwy i przyjemny proces.

Przykrywka „grzecznej” nie usunie z nas negatywnych emocji. Tylko prawdziwa konfrontacja z negatywnymi uczuciami i myślami pomoże nam faktycznie przeminąć im, a nie gnić w ukryciu.

Jeśli narasta w Tobie frustracja – wykrzycz to,  wytańcz, wytup, ekspresyjnie narysuj. Uruchom ciało, nie duś tego w sobie.

Jeśli czujesz strach – skonfrontuj się z nim. Obserwuj. Zapytaj siebie po co pojawił się ten ucisk w żołądku? Kiedy dokładnie lub przy kim? Co może chcieć ci powiedzieć? A potem oddychaj do tego miejsca, głęboko i z miłością.

Naucz się komunikować swoje potrzeby, zamiast tylko spełniać oczekiwania innych. Naucz się również samodzielnie dbać o siebie,  nie licz że ktoś zrobi to za Ciebie. Z drugiej strony otwórz się na otrzymywanie, a nie tylko dawanie. To bardzo ważne, aby zachować równowagę między dawaniem, a braniem. Odnajdź swój własny styl,  sposoby wyrażania siebie, rób to, co sprawia ci przyjemność.

Potrzebujemy również  wyznaczać swoje granice – każda kobieta wytycza je indywidualnie. Aby odkryć swoje granice potrzebujemy wsłuchać się w siebie, również w swoje ciało – nie w żadne trendy, tradycje, wpojone przekonania. Cała mądrość jest w Tobie. Potrzebujesz tylko wsłuchać się w siebie i  zdjąć z siebie wszystko, co nie Twoje. Kiedy wybierasz coś zgodnego z Tobą, czujesz ekscytację, radość, pewność, czasami wręcz dreszcze, rozchodzące się po ciele uczucie ciepła lub bezgraniczny spokój. Naucz się słuchać siebie. A jeśli Twój własny strach ma powstrzymać Cię przed pozytywną zmianą, nowym w życiu lub spełnieniem marzeń – poproś wszechświat o pomoc. On jest zawsze przy Tobie!

Pokochaj siebie bezwarunkowo.

Żyjemy w trudnych czasach gloryfikacji wymyślonego kanonu piękna. Do tego są to czasy photoshopa, filtrów na instagramie i FB oraz wiecznego uśmiechu. „Zwykłym” ludziom wmawia się, że potrzebują zmian. Niestety nie w środku, a na zewnątrz. Potrzebują do szczęścia tych konkretnych ubrań, zabiegów kosmetycznych, kosmetyków, operacji plastycznych, diet. Dzięki temu napędzają machinę konsumpcjonizmu i wzbogacają kieszenie tych, którzy te trendy kreują. Niskie poczucie własnej wartości wzmacnia uczucie strachu. Taką osobą łatwiej jest manipulować, jest bardziej podatna na choroby. Taka osoba odłącza się od własnej, wewnętrznej Mocy. Mocy,  która może być zagrożeniem dla utartych schematów społecznych.

Proszę Cię teraz, przestań na moment czytać ten artykuł i podejdź do lustra. Spójrz sobie w oczy. Pobądź na chwilę ze sobą. Uśmiechnij się do siebie – czule, radośnie, szeroko lub nieśmiało, uśmiechnij się tak jak poczujesz. A potem powiedz na głos: „kocham cię”. I powtarzaj to codziennie.

Wieczorem również pobądź ze sobą. Sięgnij po ulubiony olejek i wmasuj go w swoje ciało,  skrawek po skrawku. Przyglądaj się sobie. Bez oceniania i krytyki. To Twoje ciało, bądź mu wdzięczna! Dotykaj je z miłością i akceptacją. Wyrażaj radośnie wdzięczność po kolei za każdą część ciała oraz narządy wewnętrzne. Poślij na moment białe światło do tych miejsc. Może w którymś momencie odczujesz dyskomfort, ból? Pobądź dłużej z tym miejscem. Daj mu swoją uwagę, pełną miłości, akceptacji i światła.

Pokochaj siebie, a z dnia na dzień będziesz stawać się coraz piękniejsza. Zaczniesz rozkwitać jak piękny kwiat. Zmiany zaczną się w Twoim wnętrzu, a pokażą się i fizycznie w ciele. Z miłości do siebie oczywiście też zaczniesz inaczej się odżywiać, wybierając zdrowe produkty, dasz swojemu ciału potrzebny ruch – w takiej formie, jaką ty lubisz,  zaczniesz dbać o siebie – nie z powodu wymogu jakichś trendów, gustu mężczyzn, a z powodu własnej chęci. Noś tylko te ubrania, w których czujesz się dobrze. Otaczaj się pięknymi przedmiotami, kwiatami, uporządkuj swoją przestrzeń w mieszkaniu. Bądź królową każdego dnia, bez specjalnej okazji. Jak powiedział Dostojewski: „Piękno zbawi świat”. Pozwól innym cieszyć się z Tobą pięknem.

Przebacz sobie.

Przebacz też sobie i wszystkim, którzy kiedykolwiek cię zranili. Przebacz sobie wszystkie błędy, chwile bezsilności, chwile zagubienia, przebacz sobie jeśli nie umiałaś o siebie zawalczyć, zadbać, wytyczyć granice, powiedzieć coś na głos, otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko, pokazać się taka, jaka jesteś naprawdę, a nie jaką społeczeństwo oczekuje byś była.

A teraz pora nauczyć się kochać swoje towarzystwo. W jaki sposób? Zacznij przebywać sama ze sobą. Wychodź na samotne spacery, zajmij się swoimi pasjami, przebywaj w ciszy, śpiewaj i tańcz tak jak tylko ty potrafisz. Gotuj dla siebie najlepsze potrawy, zadbaj o odpoczynek, naucz się odmawiać spotkań czy kolejnych obowiązków,  kiedy czujesz potrzebę. Ciesz się sobą tak samo mocno, jak cieszysz się ze spotkań z bliskimi osobami.

Wzmacniaj swoje wewnętrzne światło. Każdy dzień zaczynaj od wdzięczności – możesz po prostu powtarzać samo słowo dziękuję, albo po kolei wypowiadać za co jesteś wdzięczna.
Poszukaj w sobie spokoju, niezależnie od warunków zewnętrznych. Przestań myśleć, że życie to pole bitwy. Potraktuj je jak plac zabaw. Uzbrój się w poczucie humoru i elastyczność, ponieważ życie jest pełne niespodzianek.

Możesz też wizualizować sobie swoje wewnętrzne światło – jako białe, oczyszczające,  różowe, pełne czystej miłości lub złote, pełne boskiej mądrości. A może poczujesz zupełnie inny kolor? W każdym razie wizualizuj je w sobie, a następnie wyobraź sobie jak wypływa z Ciebie – jak wychodzi poza ściany budynku w którym jesteś, poślij je do bliskich sobie osób, a potem wypuść je poza miasto, poza kraj, otocz nim całą Ziemię. I przez cały ten czas oddychaj, bądź świadoma swojego oddechu, bądź spokojna.

Uwolnij swoją seksualność

Noszą go nasze prababki, babki i matki. Nosimy go i my – to wstyd. Nasza seksualność obarczona jest wstydem – to zasługa wielu dekad tradycji i religii. Nasza przyjemność seksualna obarczona jest poczuciem winy – to z powodu podświadomie tkwiącego wstydu. Do tego wszystkiego nasza ekspresja seksualna, nasze ciało obarczone są strachem – to z powodu represji seksualnych jakie przez pokolenia otrzymywałyśmy od mężczyzn.

A teraz pomyśl proszę o swojej seksualności jak o czymś świętym. Otul ją miłością, skieruj światło i swoją uwagę do łona. Powiedz do siebie – kocham moją seksualność, akceptują moją seksualność, otwieram się na moją seksualność, pozwalam mojej seksualności na swobodną ekspresję. Powtarzaj to tak często jak poczujesz.

Rytuał Marii Magdaleny uwalniający kobiecą moc – kobiecość w Tobie

Określ Intencje: Odzyskanie Boskiej zmysłowości i Boskiej Unii, niech transmutuje wstyd i poczucie winy.

Potrzebne będą: czerwona świeca, czerwona i biała róża, olejek różany, muzyka i szal.

  • Ubiór: Możesz ubrać się na czerwono, zrobić ołtarz, kolor czerwony – to kolor kobiecy (krwi), biały – męski (sperma), symbolizują kreację i pasję, tworząc razem kolor różowy – miłości.
  • Stań, wejdź w przestrzeń serca, poczuj Matkę Ziemię – możesz zanucić 3 razy MA…, oddech do Ziemi i do łona.
  • Pomyśl za co jesteś wdzięczna.
  • Zapal czerwoną świecę i zadaj sobie pytanie pytanie: Co doceniasz w swoich kobiecych księżycowych aspektach?
  • Zapal białą i zadaj sobie na pytania: Co doceniasz w swoich męskich aspektach?
  • Następnie odpowiedz na pytanie: Jakie wierzenia, bagaż nosisz na temat swojej seksualności? co możesz uwolnić?
  • Połóż szal na głowę, włącz muzykę, ruszaj się w takt muzyki, aby uwolnić swoją energię.
  • Połóż różany olejek na łono, serce, stopy, weź płatki róż i obsyp siebie nimi… dalej słuchaj muzyki.

Teraz powiedz:
Ja (swoje imię) odzyskuję.. I TAK JEST (3 razy)
Ja odzyskuję swoją MOC i jestem wolna. I TAK JEST (3 razy)
Jestem siłą Księżyca, Jestem Miłością Bogini, jestem siłą łona.
Na koniec zaśpiewaj 3 razy MA i podziękuj.

Kobiecość to twórcza energia.

Według Louise Hay, jajniki symbolizują istotę tworzenia. Możesz powtarzać jej afirmację – zachowuję równowagę w przepływie mojej mocy twórczej.
Kreatywność i twórczość może przejawiać się nawet w życiu codziennym – w Twoim ubiorze, w kuchni, w ogrodzie, w sypialni.
A może w dzieciństwie uwielbiałaś jakąś dziedzinę sztuki? Dlaczego ją porzuciłaś? Ktoś ci wpoił, że nie jesteś wystarczająco dobra,  albo że to głupstwo, na które dorośli nie tracą czasu? Przypomnij sobie, co lubiłaś tworzyć w dzieciństwie. I wróć do tego.

Pokochaj siebie w innych ludziach.

Według starożytnych Majów każdy napotkany człowiek to lustrzane odbicie tego, co nosimy w sobie. Jeśli więc drażni cię coś w innych kobietach tak naprawdę sama potrzebujesz to uleczyć w sobie. Zamiast krytykować, oceniać i obniżać energię innych kobiet – wzmacniaj je, bo każda z nich to przejaw również Twojej kobiecości. Wzmacniaj je, bo dzięki temu przyciągasz też jeszcze więcej tych pozytywnych aspektów do Twojego życia. Pamiętaj energia podąża za uwagą. Wzmacniaj je, bo to Twoje siostry. To samo zresztą tyczy się mężczyzn. Każdy mężczyzna wyszedł z kobiecego łona. Każda z nas ma w sobie również energię męską, a każdy mężczyzna posiada również energię żeńską. Dlatego zamiast nienawidzić mężczyzn, kochaj ich. Wzmacniaj ich, bo ich serca przeżyły niejedną wojnę. Wzmacniaj ich, bo potrzebują Twojej delikatności. Wzmacniaj ich, bo to Twoi bracia.

Zatańcz prosto z serca czysta kobiecość.

Na koniec mam dla Ciebie propozycję tańca intuicyjnego. Włącz jakąś żywiołową lub spokojną muzykę, koniecznie tworzoną przez kobiety. Znajdź bezpieczną przestrzeń, gdzie nikt nie będzie ci przeszkadzał i gdzie masz swobodę ruchu. Stań boso na podłodze, wyprostowany kręgosłup,  stopy uziemione. Wejdź w przestrzeń swojego serca. Pooddychaj. Uspokój się. A potem poproś Twoje przodkinie o wsparcie. Powiedz im, że teraz zatańczysz dla nich. I tańcz – pełna wolności, ekspresji, dzikości. Ucisz umysł. Nie oceniaj swoich ruchów i nie zastanawiaj się. Po prostu tańcz, niech ruch wychodzi z ciała. Być może przyjdą również jakieś obrazy, słowa, emocje – pozwól im przepłynąć. Kiedy poczujesz, że wystarczy – zatrzymaj się. Wróć do pozycji wyjściowej. Teraz w przestrzeni swego serca połącz się ze wszystkimi kobietami na tej planecie. Pomyśl o nich, wyobraź sobie kobiety z różnych stron świata, na różnych etapach w życiu. I powiedz, że dla nich zatańczysz. I tańcz. Tańcz tak, jak tylko ty potrafisz i tylko ty czujesz. Kiedy poczujesz, że wystarczy – połóż się na podłodze. Pomyśl o Matce Ziemi, jako o ukochanej Matce. Poczuj ją w sobie. Poczuj się bezpiecznie. I zatańcz dla niej, na tej podłodze. Zatańcz również dla wszystkich jej ran, które jako ludzkość zadaliśmy jej. Na końcu wstań i zatańcz dla siebie. Jakkolwiek zapragniesz.

Życzę ci wyjątkowego dnia – nie tylko dziś. Życzę ci szczerego uśmiechu – najlepszej biżuterii kobiet. Życzę ci miłości – do siebie, do wszystkich żywych istot i tej napływającej do Ciebie od innych. Życzę ci odwagi i radości. Życzę ci asertywności i Mocy. Niech Twoje serce będzie kompasem. Świeć swoim wewnętrznym światłem i rozkwitaj swoim niepowtarzalnym pięknem. I pamiętaj – byłaś, jesteś i będziesz boginią.

Odwiedź stronę autora i pamiętaj by wspierać dobre treści!

Suweren Rzeczpospolitej / RÓD Mazowiecki / Zajmuje się Analizą przestrzeni według Feng Shui oraz Malarstwem sztalugowym, maluje od wielu lat. Jej prace znajdują się w prywatnych kolekcjach w Polsce, Szwecji, Wielkiej Brytanii, USA i innych krajach. Brała udział w wielu indywidualnych wystawach, między innymi w Londynie w 2007 roku. zobacz prace

Czytaj Dalej
Kliknij by skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Małżeństwo i Relacje

Cztery cechy miłości, Thich Nhat Hanh

“Nauki o miłości dane przez Buddę są jasne, naukowe i mają zastosowanie… Miłość, współczucie, radość i zrównoważenie są naturą oświeconej osoby. Są to cztery aspekty prawdziwej miłości w nas samych oraz w każdym i we wszystkim.

Opublikowano

on

Poniżej znajduje się opis nauk Buddhy na temat czterech cech miłości, z pierwszego rozdziału Nauk o miłości, napisanego przez Thich Nhat Hanh…

“Szczęście jest możliwe tylko z prawdziwą miłością. Prawdziwa miłość ma moc uzdrawiania i przekształcania sytuacji wokół nas i nadawania głębokiego sensu naszemu życiu. Są ludzie, którzy rozumieją naturę prawdziwej miłości oraz to, jak ją generować i pielęgnować. Nauki o miłości udzielane przez Buddę są jasne, naukowe i mają zastosowanie. Każdy z nas może skorzystać z tych nauk.

Za życia Buddy wyznawcy wiary bramińskiej modlili się, aby po śmierci poszli do Nieba, aby zamieszkać na wieczność z Brahmą, uniwersalnym Bogiem. Pewnego dnia brahman zapytał Buddę: “Co mogę zrobić, aby mieć pewność, że będę z Brahmą po śmierci?”, a Buddha odpowiedział: “Ponieważ Brahma jest źródłem Miłości, aby z nim mieszkać, musisz praktykować Brahmaviharę – miłość, współczucie, radość i zrównoważenie”.

Vihara jest siedzibą lub miejscem zamieszkania. Miłość w sanskrycie to maitri; w Pali jest to metta. Współczucie jest karuną w obu językach. Radość to mudita. Zrównoważenie to upeksha w sanskrycie i upekkha w pali. Brahmaviharowie są czterema elementami prawdziwej miłości. Nazywa się je “niezmierzonymi”, ponieważ jeśli je praktykujesz, będą rosły w tobie każdego dnia, aż obejmą cały świat. Staniesz się szczęśliwszy, a wszyscy wokół ciebie również staną się szczęśliwsi.

Buddha szanował ludzkie pragnienie praktykowania własnej wiary, więc odpowiedział na pytanie Brahmana w sposób, który go do tego zachęcił. Jeśli lubisz medytację siedzącą, praktykuj medytację siedzącą. Jeśli lubisz medytację chodzenia, praktykuj medytację chodzenia. Ale zachowaj swoje żydowskie, chrześcijańskie lub muzułmańskie korzenie. To jest sposób na kontynuowanie ducha Buddy. Jeśli jesteś odcięty od swoich korzeni, nie możesz być szczęśliwy.

Jeśli nauczymy się praktykować miłość, współczucie, radość i zrównoważenie, będziemy wiedzieć, jak leczyć choroby gniewu, smutku, niepewności, smutku, nienawiści, samotności i niezdrowych przywiązań. Miłość, współczucie, radość i zrównoważenie są naturą oświeconej osoby. Są to cztery aspekty prawdziwej miłości w nas samych oraz w każdym i we wszystkim.

MIŁOŚĆ (Maitri/Metta)

Pierwszym aspektem prawdziwej miłości jest maitri (metta, w języku palijskim), intencja i zdolność do oferowania radości i szczęścia. Aby rozwinąć tę zdolność, musimy głęboko ćwiczyć patrzenie i słuchanie, abyśmy wiedzieli, co robić, a czego nie robić, aby inni byli szczęśliwi. Jeśli zaoferujesz ukochanej coś, czego nie potrzebuje, to nie jest maitri. Musisz zobaczyć jej prawdziwą sytuację lub to, co oferujesz, może przynieść jej nieszczęście.

Bez zrozumienia twoja miłość nie jest prawdziwą miłością. Musisz spojrzeć głęboko, aby zobaczyć i zrozumieć potrzeby, aspiracje i cierpienie tego, kogo kochasz. Wszyscy potrzebujemy miłości. Miłość przynosi nam radość i dobre samopoczucie. Jest tak naturalny jak powietrze. Jesteśmy kochani przez powietrze; potrzebujemy świeżego powietrza, aby być szczęśliwym i zdrowym. Kochamy nas drzewa. Potrzebujemy drzew, aby były zdrowe. Aby być kochanym, musimy kochać, co oznacza, że musimy zrozumieć. Aby nasza miłość trwała nadal, musimy podjąć odpowiednie działania lub nie, aby chronić powietrze, drzewa i naszych ukochanych.

Maitri można przetłumaczyć jako “miłość” lub “miłująca dobroć”. Niektórzy nauczyciele buddyjscy preferują “miłującą dobroć”, ponieważ słowo “miłość” uważa za zbyt niebezpieczne. Ale ja wolę słowo “miłość”. Słowa czasami chorują i musimy je uzdrowić. Używamy słowa “miłość” w znaczeniu apetytu lub pożądania, jak w “Kocham hamburgery”. Musimy ostrożniej używać języka. “Miłość” to piękne słowo; musimy przywrócić jego znaczenie. Słowo “maitri” ma korzenie w słowie mitra, które oznacza przyjaciela. W buddyzmie podstawowym znaczeniem miłości jest przyjaźń.

Wszyscy mamy w sobie nasiona miłości. Możemy rozwijać to wspaniałe źródło energii, pielęgnując bezwarunkową miłość, która nie oczekuje niczego w zamian. Kiedy rozumiemy kogoś głęboko, nawet kogoś, kto wyrządził nam krzywdę, nie możemy się oprzeć miłości do niego. Budda Siakjamuni oświadczył, że Budda następnego eonu będzie nazwany “Maitreja, Budda Miłości”.

WSPÓŁCZUCIE (Karuna)

Drugim aspektem prawdziwej miłości jest karuna, intencja i zdolność do łagodzenia i przekształcania cierpienia oraz rozjaśniania smutków. Karuna jest zwykle tłumaczona jako “współczucie”, ale to nie jest dokładnie poprawne. “Współczucie” składa się z kom (“razem z”) i pasji (“cierpieć”). Ale nie musimy cierpieć, aby usunąć cierpienie z innej osoby. Lekarze, na przykład, mogą złagodzić cierpienie swoich pacjentów, nie doświadczając tej samej choroby u siebie. Jeśli cierpimy zbyt wiele, możemy zostać zmiażdżeni i niezdolni do pomocy. Mimo to, dopóki nie znajdziemy lepszego słowa, użyjmy słowa “współczucie” do przetłumaczenia karuny.

Aby rozwinąć współczucie w sobie, musimy praktykować uważne oddychanie, głębokie słuchanie i głębokie patrzenie. Sutra Lotosu opisuje Awalokiteśwarę jako bodhisattwę, który praktykuje “patrzenie oczami współczucia i głębokie słuchanie krzyków świata”. Współczucie zawiera głęboką troskę. Wiesz, że druga osoba cierpi, więc siedzisz blisko niej. Patrzysz i słuchasz jej głęboko, aby móc dotknąć jej bólu. Jesteś w głębokiej komunikacji, głębokiej komunii z nią i już samo to przynosi ulgę.

Jedno współczujące słowo, działanie lub myśl może zmniejszyć cierpienie innej osoby i przynieść jej radość. Jedno słowo może dać pocieszenie i pewność siebie, zniszczyć wątpliwości, pomóc komuś uniknąć błędu, pogodzić konflikt lub otworzyć drzwi do wyzwolenia. Jedno działanie może uratować życie danej osoby lub pomóc mu skorzystać z rzadkiej okazji. Jedna myśl może zrobić to samo, ponieważ myśli zawsze prowadzą do słów i działań. Ze współczuciem w sercu każda myśl, słowo i czyn mogą przynieść cud.

Kiedy byłem nowicjuszem, nie mogłem zrozumieć, dlaczego, jeśli świat jest pełen cierpienia, Budda ma tak piękny uśmiech. Dlaczego nie przeszkadza mu całe cierpienie? Później odkryłem, że Buddha ma wystarczająco dużo zrozumienia, spokoju i siły; dlatego cierpienie go nie przytłacza. Potrafi uśmiechać się do cierpienia, ponieważ wie, jak się nim zająć i pomóc je przemienić. Musimy być świadomi cierpienia, ale zachować jasność, spokój i siłę, abyśmy mogli pomóc zmienić sytuację. Ocean łez nie może nas utopić, jeśli jest tam karuna. Dlatego uśmiech Buddhy jest możliwy.

RADOŚĆ (Mudita)

Trzecim elementem prawdziwej miłości jest mudita, radość. Prawdziwa miłość zawsze przynosi radość nam samym i temu, kogo kochamy. Jeśli nasza miłość nie przynosi radości nam obojgu, nie jest to prawdziwa miłość. Komentatorzy wyjaśniają, że szczęście odnosi się zarówno do ciała, jak i umysłu, podczas gdy radość odnosi się przede wszystkim do umysłu.

Ten przykład jest często podawany: Ktoś podróżujący po pustyni widzi strumień zimnej wody i doświadcza radości. Pijąc wodę, doświadcza szczęścia. Ditthadhamma sukhavihari oznacza “szczęśliwe mieszkanie w chwili obecnej”. Nie spieszymy się w przyszłość; wiemy, że wszystko jest tutaj w chwili obecnej.

Wiele małych rzeczy może przynieść nam ogromną radość, takich jak świadomość, że mamy oczy w dobrym stanie. Musimy tylko otworzyć oczy i możemy zobaczyć błękitne niebo, fioletowe kwiaty, dzieci, drzewa i wiele innych rodzajów form i kolorów. Żyjąc w uważności, możemy dotknąć tych cudownych i odświeżających rzeczy, a nasz umysł radości powstaje naturalnie. Radość zawiera szczęście, a szczęście zawiera radość.

Niektórzy komentatorzy twierdzą, że mudita oznacza “współczującą radość” lub “altruistyczną radość”, szczęście, które odczuwamy, gdy inni są szczęśliwi. Ale to jest zbyt ograniczone. Rozróżnia między sobą a innymi. Głębsza definicja mudity to radość wypełniona pokojem i zadowoleniem. Cieszymy się, gdy widzimy innych szczęśliwych, ale cieszymy się również z naszego własnego dobrobytu. Jak możemy odczuwać radość z drugiej osoby, jeśli nie odczuwamy radości dla siebie? Radość jest dla wszystkich.

ZRÓWNOWAŻENIE (Upeksha)

Czwartym elementem prawdziwej miłości jest upeksha, co oznacza zrównoważenie, nieprzywiązanie, niedyskryminację, bezstronność lub odpuszczenie. Upa oznacza “nad”, a iksha oznacza “patrzeć”. Wspinasz się na górę, aby móc spojrzeć na całą sytuację, nie ograniczając się ani jedną, ani drugą stroną. Jeśli twoja miłość ma w sobie przywiązanie, dyskryminację, uprzedzenia lub lgnięcie, nie jest to prawdziwa miłość.

Ludzie, którzy nie rozumieją buddyzmu, czasami myślą, że upeksha oznacza obojętność, ale prawdziwy spokój nie jest ani zimny, ani obojętny. Jeśli masz więcej niż jedno dziecko, wszystkie są twoimi dziećmi. Upeksha nie oznacza, że nie kochasz. Kochacie w taki sposób, że wszystkie wasze dzieci otrzymują waszą miłość, bez dyskryminacji.

Upeksha has the mark called samatajñana, “the wisdom of equality,” the ability to see everyone as equal, not discriminating between ourselves and others. In a, conflict, even though we are deeply concerned, we remain impartial, able to love and to understand both sides. We shed all discrimination and prejudice, and remove all boundaries between ourselves and others.

As long as we see ourselves as the one who loves and the other as the one who is loved, as long as we value ourselves more than others or see ourselves as different from others, we do not have true equanimity. We have to put ourselves “into the other person’s skin” and become one with him if we want to understand and truly love him. When that happens, there is no “self’ and no “other.”

Bez upekshy twoja miłość może stać się zaborcza. Letnia bryza może być bardzo orzeźwiająca; ale jeśli spróbujemy umieścić go w puszce, abyśmy mogli mieć go całkowicie dla siebie, wiatr umrze. Nasz ukochany jest taki sam. Jest jak chmura, bryza, kwiat. Jeśli uwięzisz go w puszce, umrze. Jednak wielu ludzi właśnie to robi. Okradają ukochaną osobę z jego wolności, aż nie może już być sobą. Żyją, aby zadowolić siebie i wykorzystać ukochaną osobę, aby pomóc im to spełnić. To nie jest kochanie; niszczy.

Mówisz, że go kochasz, ale jeśli nie rozumiesz jego aspiracji, jego potrzeb, jego trudności, jest w więzieniu zwanym miłością. Prawdziwa miłość pozwala zachować wolność i wolność ukochanej osoby. To jest upeksha.

Aby miłość była prawdziwą miłością, musi zawierać współczucie, radość i zrównoważenie. Aby współczucie było prawdziwym współczuciem, musi mieć w sobie miłość, radość i spokój. Prawdziwa radość musi zawierać miłość, współczucie i zrównoważenie. A prawdziwy spokój musi mieć w sobie miłość, współczucie i radość.

Taka jest współistniejąca natura Czterech Niezmierzonych Umysłów. Kiedy Buddha powiedział brahmanowi, aby praktykował Cztery Niezmierzone Umysły, ofiarował nam wszystkim bardzo ważną naukę. Ale musimy spojrzeć głęboko i praktykować je dla siebie, aby wprowadzić te cztery aspekty miłości do naszego własnego życia i do życia tych, których kochamy.

Czytaj Dalej

Małżeństwo i Relacje

Swaćba, czyli ślub po starosłowiańsku

Opublikowano

on

Ślub od zarania dziejów był uważany za porę przełomową w życiu człowieka. To właśnie wtedy  dwójka młodych ludzi symbolicznie tworzy między sobą nierozerwalną więź rodzinną i decyduje się być ze sobą na dobre i złe. Pary poświęcają wiele czasu i pieniędzy na to, by ten jeden dzień był jak z bajki: piękny, magiczny i niezapomniany. O ślubie często zwykło nawet mówić się, że jest najpiękniejszym dniem w życiu człowieka, choć wielu współczesnych młodych neguje tę opinię, uskarżając się na nerwowość dopinania przygotować i zachowanie niektórych zaproszonych gości. Trudno też wyobrazić sobie ślub bez wesela, które wedle polskiej tradycji musi być huczne i wystawne, czasem nawet ponad możliwości finansowe rodzin pary młodej.

Dawni Słowianie uroczystość zawarcia związku małżeńskiego nazywali swaćbą. Słowo ślub (wywodzące się od ps. *sl’ubъ) pierwotnie było zarezerwowane dla każdej uroczystej przysięgi i obietnicy i dopiero z czasem zawęziło swoje znaczenie do przysięgi małżeńskiej. Swaćba, jak sama nazwa wskazuje, miała za zadanie swoić ze sobą dwóch ludzi, a także dwa różne rody. Był to zatem nie tylko akt połączenia dwójki osób, ale też przede wszystkich ich rodzin, których zgoda była konieczna do zorganizowania całego przedsięwzięcia. Co jeszcze wiemy dziś o starosłowiańskiej swaćbie? Jakie wierzenia z nią związane zdołały przetrwać w naszej tradycji?

Jak kojarzono ze sobą młodych?

Akt zawarcia małżeństwa był w istocie kontraktem ślubnym, który zawierały ze sobą dwa rody decydujące się żyć ze sobą w przyjaźni. Kontrakt ten nie mógł odbyć się bez wymiany darów o równej wartości: posagu (majątek wnoszony przez żonę) i wiana (odwzajemnienie ze strony męża). Tak oto mężczyzna żenił się, kobieta zaś stawała się jego żenimą – postępującą za nim, przechodzącą pod jego opiekę. Z dniem swaćby rodziny zaprzyjaźniały się ze sobą, co należało uczcić w możliwie wystawny sposób. Za mąż wychodziły już bardzo młode panny (ok. 14 lat), o czym najlepiej świadczy fakt, że starymi pannami nazywano już dwudziestolatki.

Najistotniejszą osobą w swaćbowych przygotowaniach nie byli młodzi ani ich rodziny, lecz swat – swój człowiek. Jego zadaniem było swacenie, przyswojenie ze sobą mężczyzny i kobiety, a także ich bliskich. Swatem musiała być osoba mocno poważana we wspólnocie, ciesząca się sporym autorytetem, gdyż w całym ślubnym dramacie to jego głos był zawsze najważniejszy. Wymiennie swata nazywano również dziewosnębem – tym, który snuje, przyswaja obcą dziewczynę do rodziny. Synowa była wówczas określana jako snecha, czyli ta, która jest przyswajana. Słowa swat oraz późniejsze swatać zdołały przetrwać w języku, lecz dziś osoba przyjmująca na siebie funkcję swata lub swatki ogranicza się raczej wyłącznie do skojarzenia i zapoznania ze sobą dwóch osób.

Najważniejszym momentem swacenia były zaręczyny

zwane też zmówinami lub zrękowinami. To właśnie one wieńczyły zainaugurowane przez swata negocjacje. Cała reszta była wyłącznie dopełnieniem zawartego wówczas kontraktu, przez co bardzo źle odbierano zrywanie zaręczyn, które było już w istocie niedopełnieniem warunków umowy. Ze znacznie większą przychylnością patrzono na obustronne zerwanie zmówin, gdyż to nie urażało żadnej ze stron. Wraz z zakończeniem negocjacji swat oficjalnie obwieszczał wspólnocie o zaręczynach, a także wyznaczał termin wesela.

Nie zawsze jednak młodym było po wizji swata. Czasem młodzi chcieli wziąć sprawy  w swoje ręce i skojarzyć się ze sobą wbrew woli rodzin. Na taką okoliczność młodzi przygotowywali komedię umyczki, tzn. upozorowanie porwania i zawarcie ślubu po kryjomu. Tego typu praktyka mogła jednak ściągnąć na młodych gniew ich rodzin, które niekoniecznie post factum musiały zaakceptować ten związek. Jeśli jednak rodziny pogodziły się z wolą młodych, wówczas było można urządzić dla wspólnoty spóźnione wesele, które jednak było znacznie szczuplejsze od tego wyprawianego na drodze tradycyjnej. Z tego też powodu czasem same rodziny były zaangażowane w upozorowaną umyczkę, chcąc w ten sposób oszczędzić na wyprawieniu kosztownego wesela. Należy jednak nadmienić, że przypadki pozorowanej umyczki były relatywnie rzadkie, a sami Słowianie byli mocno przywiązani do obrzędów weselnych związanych z osobą swata.

Jeszcze rzadziej zdarzała się umyczka prawdziwa zwana na Rusi złodziejskim weselem. Zdarzało się, że poszczególne słowiańskie szczepy napadały na siebie, grabiąc wioski i porywając ze sobą zwierzynę, kobiety i dzieci. Tego typu proceder niewiele miał jednak wspólnego ze ślubem, gdyż taka kobieta stawała się wówczas niewolnicą mężczyzny, spółkującą z nim wyłącznie z obawy o własne bezpieczeństwo i życie. Za tak przeprowadzoną umyczkę było trzeba liczyć się z krwawym odwetem. Prawo karało za nią śmiercią, lecz znacznie częściej rodzina uprowadzonej, nie czekając na sąd, sama organizowała pościg i wymierzała sprawiedliwość.

Wielożeństwo i rozwody

Wśród dawnych Słowian dopuszczana była poligamia, która objawiała się tym, że jeden mężczyzna mógł mieć więcej niż jedną żonę. Przypadki wielożeństwa u Słowian są dobrze udokumentowane. O obranym na księcia w 623 r. kupcu Samonie pisało się, że miał tuzin żon i z nich trzy tuziny potomstwa. Kilkanaście żon i ogromny harem przypisywano Włodzimierzowi I Wielkiemu z dynastii Rurykowiczów. Nie inaczej bywało jeszcze w XII w. z księciem pomorskim Warcisławem, któremu w posiadaniu wielu żon nie przeszkadzało nawet pozorne przyjęcie chrześcijaństwa. Blado w tym zestawieniu wypada nasz Mieszko I, który przed swym chrztem miał według kronik ledwie siedem żon.

Należy jednak nadmienić, że żona żonie wśród Słowian była nierówna. Pierwsza żona była bowiem żoną główną, tzn. małżoną – poślubioną uroczyście. Żony późniejsze były nazywane popaśnicami (współczesnie: konkubinami). Nic zatem dziwnego, że wyłącznie potomstwo z pierwszej żony traktowano jako prawowite, pomijając przy dziedziczeniu dzieci popaśnic. Z tego właśnie powodu dziedzicem Siemomysła był właśnie Mieszko, a nie Czcibor lub drugi nieznany brat. Na podobnej zasadzie za jedynego dziedzica uważał się Bolesław Chrobry, który wypędził drugą żonę Mieszka (Odę) i swoje przyrodnie rodzeństwo. Dopiero z czasem wpływy chrześcijańskie sprawiły, że dzieci z późniejszych małżeństw zostały uprawomocnione.

Wielożeństwo zdarzało się raczej wyłącznie wśród najwyższych warstw społecznych. Miało ono na celu podkreślenie potęgi, bogactwa, a także wysokiej sprawności seksualnej władcy, któremu zależało na tym, by nie było widać po nim żadnej słabości. Utrzymanie kilku lub kilkunastu żon było jednak sprawą kosztowną, przez co pozwalali sobie na to jedynie władcy i książęta. Niższe warstwy społeczne praktykowały raczej monogamię, która często nie była traktowana jako związek na całe życie. Słowiańscy mężowie często pozbywali się swych żon pod byle pretekstem, żeby następnie wziąć sobie drugą lub nawet trzecią żonę. Tak właśnie zrobił wspominany już wcześniej Bolesław Chrobry, który dopiero trzecią żonę zatrzymał przy sobie. O powszechności tego typu praktyk świadczy istnienie słowa poćpiega, którym nazywano właśnie taką wygnaną żonę. Pod koniec IX w. papież Jan VIII otwarcie krytykował Słowian za to oddalanie żon, nakazując im, by wracali do swych pierwszych małżonek. Tego typu proceder określał mianem rozwodów, które biorą się z diabelskich podszeptów.

Zwyczaje ślubne i weselne

Umowę ślubną zawierano w gronie rodzinnym i dopiero później swat ogłaszał ją przed wspólnotą. Przy tej okazji obwieszczał też światu o wianie, który młody wnosił do związku, a także wyznaczał termin wesela. Przysięgę małżeńską młodzi składali przed swatem lub żercą, zazwyczaj w obliczu bogów pośród świętego gaju. Ważnym rytuałem swaćby było związane przez mistrza ceremonii dłoni pary młodej, co miało symbolizować zawarte połączenie dwóch rodów. Zaufanie Słowian do instytucji swata było na tyle duże, że jeszcze w XIV i XV w. Kościół gromił z ambony laików, którzy bez udziału chrześcijańskiego kapłana ważyli się łączyć małżeństwa. Swata należy zatem traktować jak współczesnego urzędnika stanu cywilnego, który uprawomocniał związek dwóch ludzi.

Na dzień wesela przygotowywano wystawną ucztę, której najistotniejszym elementem było obrzędowe pieczywo – zachodniosłowiański kołacz lub wschodniosłowiański korowaj. Ucztowanie każdorazowo musiał poprzedzić jednak zwyczaj posagu, który polegał na tym, że pan młody prowadził za rękę pannę młodą, a następnie siadał wraz z nią na odwróconej kosmatą stroną skórze zwierzęcej. Wtedy rodzice kobiety uroczyście oznajmiali, co dadzą na wyrównanie małżeńskiego wiana, wyposażając pannę młodą na dalszą drogę życia. Podczas weselnej uczty młodzi spożywali pokarmy i napoje ze wspólnych naczyń, co miało jeszcze bardziej uwypuklić nierozerwalność ich więzów.

Samo wesele w swym ogólnym przebiegu niewiele różniło się od współczesnej tradycji. Wystawnej uczcie towarzyszyły tańce i wesołe śpiewy. Funkcje muzyków i wodzirejów wesela przejmowali tzw. igrcy – ludowi poeci, muzykanci i trefnisie. Do zabawiania gości wykorzystywali wyrabiane z drzewa i kości piszczałki, gęśli, bębny, rogi tura lub woła oraz długie trąby. Dawne wesele rzadko mogło obyć się też bez sprośnych zabaw i żartów, które potęgowały się zwłaszcza w czasie praktykowanych czasem pokładzin, które były ostatecznym dopełnieniem kontraktu małżeńskiego. W momencie, gdy zgromadzeni goście mogli zobaczyć lub co najmniej usłyszeć obcowanie cielesne młodych, powszechnie uznawano małżeństwo za ważne. Goście w swej sprośności posuwali się czasem do „święcenia” weselnych napojów czosnkiem lub nawet prąciem. Nic zatem dziwnego, że po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół czasami zabraniał kapłanom uczestnictwa w weselach. Słowiańskie wesela trwać mogły nawet do kilku dni.

Zawarcie swaćby było momentem przełomowym szczególnie dla panny młodej, dla której był to początek dużej odmiany życiowej. Z faktem tym wiąże się obrzęd oczepin, który był symbolicznym przejściem panny młodej w stan zamężny. Tradycyjne oczepiny odbywały się w dniu wesela o północy, kiedy to pannę młodą zabierano do bocznej izby. Tam druhny ściągały jej wianek (symbol dziewictwa), a następnie skracały jej włosy. Następnie zgromadzone zamężne kobiety nakładały na głowę kobiety misternie wyhaftowany czepiec weselny, który był w istocie atrybutem małżeństwa. Tradycyjnym oczepinom często towarzyszyły mniej uroczyste gry i zabawy.

Przed zawarciem swaćby kobieta była żegnana przez rodziców w domu rodzinnym, który bezpowrotnie miała zamienić na dom męża. Wielką uwagę przywiązywano do tego, by połączenie rodów nie uraziło przypadkiem domowych duchów, a także by nie przyciągnęło uwagi duchów złych. Z tego powodu krąg obrzędowy obsypywano solą, zaś włosy panny młodej wrzucano do ognia, składając w ten sposób ofiarę bóstwom. Znaczenie ochronne mogło też mieć kropienie wodą i przeskakiwanie przez ogień, a także otulanie młodych dodatkowymi warstwami ubrań. Obsypywanie ziarnem miało z kolei zapewnić nowożeńcom płodność, która była konieczna do założenia licznej rodziny.

Z wielką ostrożnością wprowadzano świeżo upieczoną żonę do domu rodzinnego męża, czego najlepszym dowodem jest żyjący do dziś zwyczaj przenoszenia panny młodej przez próg domostwa. Wierzono powszechnie, że bezceremonialne wejście obcej kobiety do rodzinnego domu mogło urazić demony opiekuńcze domu. Czasem po wprowadzeniu do domu taka kobieta musiała uprosić sobie ich łaskę poprzez symboliczne obejście ognia, stołu, a nawet kupy gnoju w obejściu. Znane są również praktyki przebierania panny młodej za kogoś innego, pędzenia z nią na wozie oraz trzaskania jej z batów, po to by ochronić ją od złego. Nad odpowiednim przygotowaniem kobiety czuwał swat, nad którym ciążyła wielka odpowiedzialność. Kobieta przestawała być obcą w domu dopiero w chwili porodzenia syna, które było dowodem na to, że już wstąpiły w nią duchy przodków. Do tego czasu była niewiastą  nieznaną, niewiadomą.

Poświęcone przez żercę łoże małżeńskie było wolne od złych duchów za sprawą łaski zesłanej przez DadźbogaRoda i Rodzanice. Mimo większej swobody seksualnej panującej wśród Słowian, nieprzychylnie patrzono na niedochowywanie wierności małżeńskiej (zwłaszcza przez kobiety). Wierności tej często musiała dochować nawet po śmierci męża, gdyż zdarzało się, że po jego śmierci taka kobieta przechodziła pod opiekę szwagra. W wypadku małżeństw poligamicznych znane były również praktyki poświęcania na stosie pogrzebowej jednej z żon władcy, która stanowiła element jego uposażenia na przyszłe życie. Dzieci z małżeńskiego łoza miały we wspólnocie funkcję uprzywilejowaną, podczas gdy dzieci z wolnych związków zwykło się określać mianem pokrzywników (poczętych w pokrzywach, a nie w małżeńskim łożu).

Osobna uwaga należy się druhom i druhnom  osobom stanowiącym drużynę weselną. Należy nadmienić, że pierwotnie formacja ta nie powstała dla zabawy. W dawnych czasach szlaki bywały niepewne i w drodze po pannę młodą młody potrzebował wsparcia w wypadku czyhających na drodze niebezpieczeństw. Na młodych na drodze często czekały zasadzki, z którymi bez dobrej drużyny trudno było się uporać. Zresztą, słowo druh pierwotnie oznaczało właśnie woja, drużyna zaś była niczym innym jak orszakiem wojennym. Zapewne echem dawnych czasów jest praktykowany jeszcze gdzieniegdzie zwyczaj bramy weselnej, który polegał właśnie na pozorowanym utrudnianiu młodym przejazdu. Być może wierzono w to, że w ten sposób można odegnać od siebie prawdziwe niebezpieczeństwo, gdyż ile przeszkód może wystąpić na jednej drodze?

Niestety, dawne słowiańskie śluby i wesela raczej niewiele miały wspólnego z romantycznością i trudno byłoby je nazwać najpiękniejszym dniem życia. Trudno nie odnieść wrażenia, że łączyły one przede wszystkim nie dwójkę ludzi, lecz ich rodziny. Nadrzędną funkcją swaćby było wzmocnienie rodu poprzez stworzenie powinowactwa z inną rodziną. Trudno jednak winić za to naszych przodków, gdyż na świecie musiało upłynąć jeszcze parę wieków, nim ludzie zaczęli dobierać się na podstawie wzajemnego uczucia, a nie rodzinnych interesów. Z tradycji naszych praojców możemy jednak z pomyślnością zaczerpnąć wiele dawnej magii i radości. Zresztą, tradycja swaćby jest w dawnym ciągu pomyślnie kontynuowana przez rodzimowiercze związki wyznaniowe.

Na podstawie: Aleksander Brückner, Dzieje kultury polskiej.


Odwiedź stronę autora i pamiętaj by wspierać dobre treści!

Czytaj Dalej

Popularne