Matrix

Przekręt wszechczasów część IX

Przekręt wszechczasów

Market GIOCO. Twój Sklep Ze Zdrową Żywnością

Na zakończenie tematu ślubu cywilnego i jego konsekwencji prawnych. Wyjaśnię, jak ja radziłbym postąpić, gdyby ktoś decydował się na zawarcie związku.

Umowa miedzy przyszłymi małżonkami jest święta. Tak długo, jak nie zapraszacie urzędu do swojego związku, wszystko co uzgodniliście między sobą jest nie do podważenia.

Tutaj muszę zaznaczyć bardzo smutną rzecz: Polska to niestety Orwell na sterydach. W żadnym z krajów, gdzie mieszkałem, nie ma takiego przekrętu, że kościół z automatu wrzuca małżonków do korporacji RP, nigdzie takie rzeczy nie mają miejsca (nigdzie, gdzie ja byłem, bądź o czym czytałem) tylko w RP. U nas rząd jest na tyle bezczelny, że ma prawo kompletnie w dupie – dosłownie mówiąc.

Przynależność do jakiejkolwiek organizacji (korporacja RP) MUSI być dobrowolna, w Polsce jest jednak inaczej.

Co dalej z tym ślubem… gdybym ja był katolikiem i chciał wziąć ślub kościelny, umówiłbym się z księdzem i przedstawił pismo, że odmawiam zgłaszania mojego związku do urzędu stanu cywilnego. Nie życzę sobie udziału żadnych urzędów w moim związku, zaniósłbym ten papier do notariusza, żeby przetransferować swoją wolę z jurysdykcji prywatnej do publicznej. Jeżeli notariusz odmowi – wystarczy zebrać podpisy 3 osób nigdy nie karanych (tzw. 3 men of good standing as a witness to my will), żeby dokument nabrał mocy urzędowej, i tyle.

Jeszcze jedna rzecz, ponieważ związek takowy pozostaje w jurysdykcji prywatnej i urząd nie ma nic do powiedzenia, nie byłoby błędem zrobić swoją własną umowę. I nie mam tu na myśli wyłącznie majątków obojga małżonków, mam na myśli szereg praw, jakie będą przestrzegane przez oboje w razie rozpadu małżeństwa.

Taka umowa jest święta – pod warunkiem, że nie opiera się na oszustwie jednej ze stron, bo i takie przypadki bywają, że zakochana panna młoda zgadza się na wszystko, łącznie z oddaniem nerki itp. Umowa oparta na oszustwie bądź nieuczciwej intencji jest NIEWAŻNA, to nazywa się void ab initio – czyli nieważna od samego początku. Wszystko w tej umowie jest nieważne (proszę poczytać na ten temat, to się może przydać w wielu lichwiarskich umowach w PL).

W taki sposób można się zabezpieczyć przed udziałem urzędu. Taki związek nie jest obiektem ustaw rządzących związkami małżeńskimi. Oczywiście to wygląda pięknie na papierze, i jest w świetle prawa prawdziwe, jednak jak ze wszystkim – nie obejdzie się bez walki z urzędami. Ale zapewniam was, że można dojść tam, gdzie trzeba, i w czasie procesu uwalić paru cwaniaków w togach, którym wydaje się, że są bogami.

To, że jakiś rządowy jełop nabazgra coś na kawałku papieru i nazwie to USTAWĄ (o tym też będziemy pisać), to nic nie znaczy. To, że po kilku latach spędzonych razem związek jest uznany, tak czy siak, bo tak mówi ustawa – to bzdura kompletna. Wystarczy udowodnić, że nie było świadomej unii w obecności urzędnika, żeby obalić ten szajs (to chyba nie jest trudne).

Dzieci ze związku, gdzie urząd jest OUT, mają większe szanse pozostania z rodzicami, jest dużo trudniej odebrać je na podstawie bzdurnych zarzutów, w takim przypadku opieka społeczna i sąd będą miały ogromny problem zabierając dzieci z domu, gdzie nic im nie grozi.

Jeszcze jedno na zakończenie, to już chyba wszyscy wiedzą, że dla zabezpieczenia majątkowego, ślub cywilny powinien pozostać w sferze bajek. Intercyza może i działa, jak bardzo – nie wiem, nie czytałem o tym. Ale powiem jedno – tak długo, jak każda osoba prawna w tym związku jest zupełnie osobną komórką gospodarczą, tak długo długie łapy urzędu będą trzymane z daleka. Proszę pamiętać, że podczas ślubu cywilnego, 2 osoby prawne wchodzą w unię, tworząc nową komórkę, którą administruje urząd – to ma kolosalne znaczenie w świetle prawa.

Mam nadzieję, że ten artykuł nie rzucił zbyt wiele negatywnego światła na samą ideę związków. Nie taka jest moja intencja, jedyne co chcę pokazać, to jak głęboko jesteśmy oszukiwani, we wszystkich aspektach życia, od urodzenia, do śmierci i wszystko pomiędzy. A ludzie, którzy to robią, są na tyle nieświadomi, że będą walczyć, żeby bronić tego systemu opresji. Ludzie w urzędach są niestety niezdolni do myślenia, wielokrotnie zderzałem się z cyborgami za biurkiem, dopiero gdy zacząłem pociągać ich do odpowiedzialności, wszystko się zmieniło, ale o tym w następnym artykule.

Kilka słów wyjaśnienia w kwestii „automatycznej” urzędowej legalizacji nieformalnego związku i dlaczego to jest złe dla małżonków:

System i korporacja RP symulują prawo naturalne. Są kraje, gdzie system, nie mając żadnej władzy nad nieformalnymi związkami, wprowadza „prawo”, które jakoby klasyfikuje (przykładowo) dwuletni związek nieformalny jako równy w świetle „prawa” małżeństwu, tylko co to oznacza? To znaczy, że para, nie rozwiewając takich przypuszczeń, dobrowolnie zgadza się być administrowana przez system sądowy, niejako dobrowolnie oddając władzę nad swoją unią i zapraszając (nieświadomie) 3 osobę – urząd i całą ferajnę cwaniaków. Kobieta bądź mężczyzna ma prawo korzystać z ustaw, jakie regulują instytucję małżeństwa w świecie korporacyjnym. W ten sposób próbują obejść prawo naturalne, dając pseudo-benefit w postaci „ochrony prawnej”, ale zapominając powiadomić, że para traci możliwość decydowania o swoim losie, a co gorsza, o losie swoich dzieci.

Jak to obejść? Bardzo prosto – na chłopski rozum i przy pomocy paru listów.

Jeśli nie ma oficjalnego związku, gdzie urząd jest administratorem, a cała ich jurysdykcja jest domniemana na zasadzie „nikt nic nie mówi, więc działamy dalej” wystarczy wystosować pismo polecone do odpowiedniego organu, który śmie twierdzić, że związek będzie regulowany ustawowo i zapytać o PROOF OF CLAIM, czyli dowód na to, że istnieje dokument, podpisany przez oboje: parę i urzędnika, gdzie para DOBROWOLNIE oddaje swój związek pod opiekę rządu. Nic takiego oczywiście nie istnieje! A potem należy pociągnąć urzędasa do odpowiedzialności.

Ktokolwiek robi tzw. CLAIM, czyli rości sobie prawo do czasu, pieniędzy, wolności itp. drugiej osoby – według prawa – ma obowiązek udowodnić swoje stanowisko – to jest podstawowa maksyma prawna.

BURDEN PROOF LIES ON THE ACCUSER, w tłumaczeniu: „ten kto oskarża ma obowiązek udowodnić”.

Prawnicy nie są uczeni prawa, oni są uczeni procedur, ustaw, i całej masy bzdetów, ale na pewno są nieliczni, wysoko, którzy kumają o co chodzi, i to jest wielka przysługa systemu dla nas. Ich głupota i niewiedza może być wykorzystana przez kogoś, kto potrafi myśleć i trochę poczytał.

Piotras

Odwiedź stronę autora i pamiętaj by wspierać dobre treści!

Art i Styl - Styl i Harmonia Twojej Przestrzeni

O Autorze

Publikacje

Administrator Serwisu Jest współzałożycielem i Redaktorem w STANOWIMY. Pisze i publikuje w obszarze wolnościowym, jest żywo zainteresowany samostanowieniem, suwerennością oraz prawem naturalnym. SUWEREN RZECZPOSPOLITEJ
Podobne publikacje
Matrix

10 Sposobów na manipulacje społeczeństwem

“Oto, oparta o prace amerykańskiego lingwisty Noama Chomsky’ego, lista „10 strategii…
Czytaj
MatrixRozumiemy

Inteligencja bezobjawowa, czyli dlaczego plebs, wybiera sobie żerujących na nim panów

Człowiek, który oddaje prawo decyzyjne za swój byt i własność w ręce obcej osoby, jest…
Czytaj
MatrixRozumiemy

Nieprzekraczalna granica władzy i prawa

Autorytet, czyli przeszczepienie cudzych ideologii na grunt społeczny, jest podstawową formą…
Czytaj
Witamy w naszej społeczności

Zapraszamy do przyłączenia się do dyskusji. Nasze wytyczne dla społeczności są proste: bądź pełen szacunku i konstruktywny, trzymaj się tematu, wspieraj innych komentujących i zgłaszaj złe zachowanie. Jeśli jesteś nowy w naszej sekcji komentarzy, Twój pierwszy komentarz zostanie wstrzymany do moderacji. A jeśli jesteś zainteresowany dostępem do wszystkiego, co mamy do zaoferowania, subskrybuj teraz.

Newsletter
Nie chcesz przegapić?
Powiadomimy Cię raz w tygodniu o nowościach, ciekawych wpisach, wydarzeniach, audycjach lub video.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.